trendy

Od najmłodszych lat wbija nam się do głowy, że Święta to Mikołaj i choinka, co w sumie daje: prezenty! Kiedyś była jeszcze szopka bożonarodzeniowa, ale ponieważ jest marketingowo trudna do ogarnięcia (bo to jakieś aspekty religijne, a więc mało uniwersalne i niepoprawne politycznie), pozostaje już tylko w polityce, a korpoświat wydał wyrok: olać szopkę!

Co ci się kojarzy ze słowem „sprzedawać”? Jaka jest pierwsza myśl?

Zadałem to pytanie około 50 osobom. Część z nich pracowała w sprzedaży, pozostali są związani z biznesem, ale w innych obszarach. Oto najczęstsze odpowiedzi: namawiać, przekonywać, wciskać, target.

Przerażające. Co się stało, jaka jest przyczyna, że istota sprzedaży, podstawowego elementu każdej działalności biznesowej, jest mylnie rozumiana nawet przez tych, którzy na co dzień się nią zajmują? Dlaczego zakładamy, że sprzedaż musi zawierać element oporu ze strony kupującego i element nacisku ze strony sprzedającego?

Biorąc pod uwagę zagospodarowanie mojego czasu i aktywności, jakie podejmuję, sam się sobie dziwię, co robię. Ale są sprawy ważne i ważniejsze, a właśnie znalazłem tę ,,ważniejszą”.
Lektura artykułu w The Wall Street Journal ,,Why it’s so hard to fill sales jobs” uświadomiła mi, że coś dziwnego stało się z postrzeganiem sprzedaży. Szybko przejrzałem tzw. ,,zasoby w sieci” oraz zasoby mojej pamięci i… olśnienie! Brać marketingowa pisze na potęgę, ma portale, serwisy, blogi, książki, trendy, szpanerskie anglojęzyczne nazwy, zastępy adeptów po dobrych uczelniach, generalnie świetlaną przyszłość! A sprzedaż? Trudności w znalezieniu kandydatów do pracy!? O co tu chodzi? Przecież bez sprzedaży nie da się poprowadzić biznesu, więc ta działka powinna być ,,oczkiem w głowie” wszystkich. Dlaczego więc tak nie jest?